O autorze i urbexie

A co to ten, urbex

Zanim pojawił się urbex na początku była fotografia. Pierwszym miejscem, gdzie zabrałem aparat była Cementownia Grodziec, 2008 rok. Aparat analogowy, ILFORD PAN 400. Stare dzieje. Wypad w ramach uczestnictwa w towarzystwie fotograficznym. Szukając swojej drogi w fotografii, uczestniczyłem w kilku różnych plenerach, pomysłach i projektach jednak to ruiny mnie wezwały.

Aktywnie i na stałe urbexem zająłem się od lipca 2009. Wtedy na portalu digart.pl na plener umówiłem się z dwoma chłopakami. Okazało się, że z chłopakami dogadujemy się na tyle dobrze, że postanowiliśmy założyć grupę – Alko Komando Wizjonerzy. Wizjonerzy dlatego, że później zaczęliśmy działać w towarzystwie fotograficznym o takiej nazwie, alko no cóż 😉

Urbex komando AKW, chwała Wielkim Piecom

AKW aktywnie działało do 2013 roku. O AKW z racji wielkiego sentymentu i przyjaźniach, które przetrwały i trwają, wspomnę w osobnym wpisie. Wtedy kiedy tripowaliśmy jeździliśmy na opuszczone. O urbexie usłyszeliśmy dużo później. Okazało się, że tak za granicą nazywają opuszczone. Generalnie były to piękne czasy. W Polsce działało może 15-20 osób, które robiły zdjęcia. Plenery były wycieczkami, nie było miliona grup, napinek personalnych. Czerpaliśmy z tego ogromną frajdę. Na początku jeździliśmy pociągami, komunikacją miejską. Nie było jutuberów, książek o urbexie, piękne i czyste podziemie. Ekipy się znały, razem organizowały wyjazdy, to były piękne czasy.

awk urbex

 
W trakcie pięknych czasów pojawił się pomysł na bloga, który finalnie ewoluował w stronę w obecnym charakterze. W momencie kiedy ze Snorkiem zakładaliśmy swoje strony, w internecie funkcjonowała strona opuszczone.com. Ciężko jest mi powiedzieć, jak długo moja strona funkcjonuje w sieci. Myślę, że od 2009 lub 2010.

Również w trakcie pięknych czasów w Polsce pojawił się facebook. W tym czasie wcześniej wspomniany digart zaczął wymierać. Zaczęło nawiązywanie się nowych znajomości, odnajdywanie znajomych ze stron, z digarta. I takim oto sposobem zgadałem się z ludźmi, których znam do tej pory. Tutaj na przytoczenie zasługuje historia pierwszego wyjazdu do Niemiec.

Urbexowe loty: Sky is the limit

Z Kwolim (Life is Illusion) znaliśmy się tylko z fb. Napisał do mnie z informacją, że mota ekipę na Niemcy, na tydzień. Niewiele myśląc, zadecydowałem – jadę! I tak pojechaliśmy. Czterech gości, którzy się nie znali. Wyjazd był wariacki, fantastyczny. Spanie na opuszczonych, grille, dobre miejscówki. Wtedy też z chłopakami stwierdziliśmy, że w sumie istnieją tanie linie i można by było polecieć do Dawida, który rezydował w UK. Rozważaliśmy jeszcze Belgię, ale z racji informacji o wyburzaniu Pyestocka zdecydowaliśmy się na wyjazd do UK. Pyestock w tym okresie był urbexową mekką. Potem poszło szybko, zostaliśmy wielkimi fanami tanich linii. Udowodniliśmy sobie, że można. Urbexowe horyzonty bardzo się rozszerzyły. Rok 2013 zapowiadał się znacznie ciekawszy.
 
urbex travelling
 
Potem czas biegł szybko, jeździło się dalej, robiło więcej. Szybko zaczęliśmy nawiązywać kontakty z urbexiarzami za granicy. Możliwość poznawania ludzi była i dalej jest jedną z najlepszych rzeczy, które lubię w urbexie. Lata mijały, aż do 2015.

Czy wyjdziesz za mnie

Rok 2015 niezwykle ważny, bo na jednej z aktywnych facebookowych grup urbexowych zacząłem rozmowę z moją przyszłą żoną. Długie rozmowy skończyły się tym, że Natalia zdecydowała pojechać na tripa do Niemiec. Pojechałem z nią. Nasza pierwsza wspólna miejscówka, Hunter Hotel. Kordy tej miejscówki mamy na obrączkach. Długość i szerokość geograficzną, wspólnie tworzą całość. Od czasów wizyty w Hunterze właściwie już cały czas podróżujemy razem.

To Natalia zmobilizowała mnie, żeby jeszcze szerzej spojrzeć na urbex, nie tylko w kontekście Europy. To ona była pomysłodawczynią pierwszego wyjazdu do Azji. Od momentu podróży do Japonii patrzymy na urbex w kategoriach całego świata. Uważam się za wielkiego szczęściarza, mając żonę, z którą połączyła mnie pasja. Życie jest w pewien sposób łatwiejsze, mobilizujemy się wzajemnie. Czasami wracając do domu po pracy żona wita mnie nie słowami „Zrobiłam mapę, wyjeżdżamy o 2, zdążysz jeszcze iść spać na chwilę”.  To jest zdecydowanie najlepsze, co spotkało mnie i jest związane z urbexem. Strona mojej żony – deadinside.eu

 

urbex wedding

 

Urbexowa podróż

Patrząc na urbex z perspektywy tych wszystkich lat uważam go za fantastyczną pasję. Razem z żoną nie potrafimy bez tego żyć, żyć bez podróży. Pasję dzięki, której poznaj się świat, ludzi, jedzenie. Bo to nie tylko gonienie za opuszczonymi, to jest podróż, trochę inna, bardziej specyficzna, ale dalej podróż. Cenię tę pasję za możliwość poznawania ludzi, za przyjaźnie, które się nawiązały i trwają już dobrych kilka lat. Przyjaźnie gdzie nie trzeba koniecznie jechać na zdjęcia, żeby dobrze spędzić czas. Mimo że urbex jest bardzo popularny, są książki, jutuberzy, dalej potrafi cieszyć.
 
Owszem, przewija się masa nieciekawych materiałów, masa grup, ekip, ale to gdzieś znika z czasem. Czas weryfikuje zaangażowanie w tę pasję. Widziałem wiele stron, grup, które zniknęły z polskiej sceny. Bo urbex nie jest pasją łatwą. Może na początku kiedy się chodzi po pustakach w okolicy tak. W momencie kiedy chce się zacząć robić konkretniejsze rzeczy, które siłą rzeczy są dalej, następuje moment weryfikacji zaangażowania.
 
Myślę, że śmiało mogę stwierdzić, że w pełni się zaangażowałem w tę pasję. Teraz angażujemy się wspólnie z żoną. Nieprzerwanie i ciągle urbexuję od połowy 2009. Dzięki pasji poznałem moją wspaniałą żonę. Poznałem przyjaciół, na których mogę liczyć. Odwiedziłem miejsca, które były poza moim zakresem marzeń.